Otóż jak może niektórzy zapewne zdążyli się zorientować, ostatnio sprzedaję trochę sprzętu związanego z przenośnymi konsolami do gier. Robię to, aby w końcu uzbierać na samochód, przy okazji mam frajdę grając w różne gry
Trochę już sprzedałem i poznałem różnych ludzi. Między innymi człowieka, który posiada około.. 50 egzemplarzy gry Tetris, a także ofc inne gry. Takich ludzi jest więcej.
Oczywiście, nie mam nic do Tetrisa, świetna gra. Ale jaki to ma sens? Jaki w tym sens kolekcji? Tym bardziej, że tacy ludzie utrudniają zdobycie egzemplarza ludziom, którzy naprawdę mieliby ochotę w to pograć. Sam szukałem kiedyś kilku gier na Gameboya, które trafiły do jakiegoś gościa, u którego zapewne leżą i kurzą się do dziś.
I właśnie. Jaki jest sens w takim zbieractwie? Sam na swoim przykładzie - niegdyś miałem 101 kartridży do Pegasusa, we wszystkie gry grałem, z każdym kartridżem wiązały się jakieś miłe wspomnienia. Sprzedałem to z racji niemożliwości połączenia konsoli z TV a także z racji, że w każdej chwili mogę zagrać w ulubione gry na emulatorze. Również pieniądze ze sprzedaży się przydały.
Sam osobiście nie należę do najbogatszych osób. Często musiałem podejmować wiele wyrzeczeń. Mam też żyłkę do interesów, kiedyś na wycieczkę szkolną zabrałem 10zł, zjadłem Hamburgera i przywiozłem 11zł
Dlatego ja osobiście nie widzę sensu w takim gromadzeniu czegoś na siłę. Po pierwsze ja faktycznie używałem gier do Pegasusa do grania, kupowałem/zdobywałem je osobno dlatego z każdą wiążą mnie jakieś miłe wspomnienia (ostatnich 13 dostałem od kumpla i nie mam z tymi nośnikami żadnych wspomnień), ale wspomnienia to przecież wartość nieulotna. Zawsze można je sobie przypomnieć odpalając grę na komputerze czy też oglądając same screeny.
Natomiast ktoś taki, kto kupuje hurtem i na siłę gry nie ma z nimi żadnych wspomnien. Baaa. Wręcz w nie nie gra. Kartridże stają się tylko dla niego ozdobnymi nośnikami. Nie liczy się wnętrze i robota kilkudziesięciu osób, aby coś na ten kartridż nagrać.
Inna sprawa - wartość rzeczywista. Jaką to ma wartość? Ktoś to może ukraść, może być jakiś pożar nie daj Boże, lub po prostu gra sie zniszczy i po ptakach. Jaki sens ma rozpaczanie nad malutkim nośnikiem danych, na którym jest ładna etykietka i zapisana informacja, często lżejsza od megabajta?
Kolejna sprawa - pudełka i instrukcje. Osobiście gry są dla mnie swego rodzaju rozrywką. Jak kupuję gry, to po to, aby w nie grać. Zupełnie obojętne jest mi, czy jest ona w pudełku czy bez. Dlatego też nie rozumiem jak niektórzy ślinią się na widok gry w pudełku. Co im to daje? Znowu kolejni, co prawdopodobnie gry nie wyciągną z opakowania i w nią nie pograją, bo by sie zniszczyła. Pudełko jest im potrzebne po to, 'aby cieszyć oko'. A to nie lepiej spotkać się z dziewczyną, 'aby cieszyła oko'? Podobnie jak gre można obejrzeć, wziąć do rąk, rozpakować, przedmuchać (styki kartridża) i włożyć po czym uruchomić (konsolę) aż będzie charakterystyczny pisk...
Ja osobiście mam takie nietypowe hobby, że zbieram zużyte bilety autobusowe (taka ciekawostka, że niegdyś właśnie za to nietypowe hobby dostałem 250zł nagrody na Festiwalu Pozytywnie Zakręconym i drugie 250zł za film krótkometrażowy
Za zdrową kolekcję uważam również taką, gdybym ja np kupił sobie kilka gier (jakichś najlepszych, same ulubione tytuły, pewnie w pudełkach bym chciał, ale bym się nie ślinił
Uff. Trochę się rozpisałem. Podałem wszystko a przykładach gier ale ofc ludzie zbierają też telefony komórkowe, sprzęt i inne ciekawostki. Dlatego wypowiedźcie się też wy. Czy widzicie sens w takim zbieractwie i co widzą kolekcjonerzy.