ダウンタウン乱闘行進曲マッハ
Downtown Rantō Kōshinkyoku Mach / River City Melee Mach!!
Kiedy dwa lata temu Arc System Works wydało River City Melee: Battle Royale SP, fani nie kryli oburzenia. Twórcy wycięli ostatnią dyscyplinę z River City Super Sports Challenge ~All Star Special~, wzbogacając ją o lichą zawartość i wydali jako samodzielną grę w pełnej cenie. Skok na kasę i bezczelność to najczęstsze słowa, jakie towarzyszyły premierze tej gry. Jakimi określeniami powinniśmy zatem opisać wydane niedawno River City Melee Mach!?
No cóż, jak łatwo odgadnąć, chociażby po screenach powyżej, to niemal dokładnie ta sama gra z dodatkowymi zespołami, planszami, broniami i trybami rozgrywki. Znowu wybieramy swoją drużynę, a następnie jednego z jej członków do walki każdy na każdego, w której maksymalnie bierze udział 4 zawodników. Starcia podzielona są na kilka rund, a drużyna, która zdobędzie najwięcej punktów, wygrywa całe zawody. Te zdobywamy, tłukąc naszych rywali, jak i za miejsce jakie zajmiemy na końcu rundy. Oczywiście za zwycięstwo otrzymujemy ich najwięcej. W grze korzystamy z trzech przycisków: pięści, kopniaka, oraz skoku. Każdy zawodnik posiada także swoje techniki specjalne. Niestety, nie są one unikalne, przez co część technik, potrafi wykonać nawet kilku zawodników. Widać, że twórcom brakło inwencji, by wymyślić osobny styl walki dla każdej postaci. A szkoda. Zawodnicy nie są również za dobrze zbalansowani. No bo co z tego, że mam na przykład 6 – osobowy zespół, skoro połowa zawodników ma albo mało punktów zdrowia, albo gorzej walczy przez co, stają się kompletnie bezużyteczni. W All Star Special nadrabiali jeszcze innymi atrybutami, przydatnymi w innych konkurencjach. Natomiast w Melee nie ma z nich większego pożytku. River City Melee Mach! Rozszerza liczbę zespołów do 32. Jednak część z nich nie wyróżnia się niczym szczególnym. Najbardziej chyba ucieszyła mnie obecność kapitanów drużyn piłkarskich z Goal 3. Zwłaszcza że jednym z ataków specjalnych są ich super piłki.
W walce nasi zawodnicy mogą także używać porozrzucanych po planszach przedmiotów. Rodzajów tychże jest od groma. Od kijów, kamieni, bomb, po sztangi, katany czy czarodziejskie różdżki. Melee rozszerza ten arsenał o m.in. paralizator, kij z gwoździami czy sos tabasco. Zwiększono także ilość aren, na których toczy się walka. Tym razem będziemy spuszczać łomot na grząskim placu budowy, dachu budynku, z którego wiejący wiatr może nas zrzucić, czy lodowisku. Wszystkie te elementy w fajny sposób urozmaicają rozgrywkę, zwiększając frajdę płynącą z zabawy.
Standardowym trybem rozgrywki jest Single Player. Historia w nim opowiedziana różni się w zależności od drużyny, jaką wybierzemy. Szkoda natomiast, że fabuła jest dokładnie taka sama jak w Battle Royal SP a co gorsza, część zespołów ma dokładnie taką samą historię. Twórcy nawet nie wysilili się, by napisać osobne dialogi, dla każdego zespołu ograniczając się jedynie do zmiany imion. Zresztą wątki fabularne nie są zbyt porywające i wypadają dużo słabiej niż choćby w All Stars Special. Rozgrywka natomiast ogranicza się do kilku pojedynków, po których przechodzimy do starcia z ostatnim bossem. Oprócz tego powracają znane z poprzednika Free Battle, czyli pojedyncza rozgrywka do maksymalnie czterech graczy jednocześnie, a także Online Battle umożliwiające walkę po sieci. Niestety mimo licznych prób nie udało mi się znaleźć żadnych kompanów do gry, by chociażby ten tryb przetestować. Tryby te dodatkowo rozszerzono. Możemy stoczy walki w trybie dwóch na dwóch, a także Change Mode, gdzie za pokonanego gracza od razu wskakuje nowy. Ciekawie prezentuję się także Endless Mode, gdzie sterując jednym zawodnikiem, toczymy nieprzerwaną falę potyczek, tak długo aż polegniemy.
Grafika nie przeszła specjalnej rewolucji. Postaciom dodano więcej klatek animacji, przez co ich ciosy prezentują się bardziej okazale. Dwuwymiarowe sprite’y na dwu i półwymiarowych planszach w dalszym ciągu wyglądają bardzo fajnie. Muzyka to zlepek znanych z poprzednich gier z Kunio melodii w nowych aranżacjach. Choć brzmią dobrze, to jednak przydałoby się parę świeżych brzmień.
Sama rozgrywka River City Melee Mach! Jest całkiem przyjemna i skłamałbym, gdybym powiedział, że bawiłem się źle. Problem jednak w tym, że do gry bardzo szybko wkrada się monotonia i znużenie. Brakowało mi gdzieś trzech innych dyscyplin ze słynnego Cross Country. Niemniej jeżeli macie wybierać między Melee a Battle Royal lepiej wyjdziecie, kupując tę pierwszą pozycję. Pyranie jednak czy warto w ogóle zainteresować się którąkolwiek z tych gier? Moja odpowiedź brzmi, nie.
No cóż, jak łatwo odgadnąć, chociażby po screenach powyżej, to niemal dokładnie ta sama gra z dodatkowymi zespołami, planszami, broniami i trybami rozgrywki. Znowu wybieramy swoją drużynę, a następnie jednego z jej członków do walki każdy na każdego, w której maksymalnie bierze udział 4 zawodników. Starcia podzielona są na kilka rund, a drużyna, która zdobędzie najwięcej punktów, wygrywa całe zawody. Te zdobywamy, tłukąc naszych rywali, jak i za miejsce jakie zajmiemy na końcu rundy. Oczywiście za zwycięstwo otrzymujemy ich najwięcej. W grze korzystamy z trzech przycisków: pięści, kopniaka, oraz skoku. Każdy zawodnik posiada także swoje techniki specjalne. Niestety, nie są one unikalne, przez co część technik, potrafi wykonać nawet kilku zawodników. Widać, że twórcom brakło inwencji, by wymyślić osobny styl walki dla każdej postaci. A szkoda. Zawodnicy nie są również za dobrze zbalansowani. No bo co z tego, że mam na przykład 6 – osobowy zespół, skoro połowa zawodników ma albo mało punktów zdrowia, albo gorzej walczy przez co, stają się kompletnie bezużyteczni. W All Star Special nadrabiali jeszcze innymi atrybutami, przydatnymi w innych konkurencjach. Natomiast w Melee nie ma z nich większego pożytku. River City Melee Mach! Rozszerza liczbę zespołów do 32. Jednak część z nich nie wyróżnia się niczym szczególnym. Najbardziej chyba ucieszyła mnie obecność kapitanów drużyn piłkarskich z Goal 3. Zwłaszcza że jednym z ataków specjalnych są ich super piłki.
W walce nasi zawodnicy mogą także używać porozrzucanych po planszach przedmiotów. Rodzajów tychże jest od groma. Od kijów, kamieni, bomb, po sztangi, katany czy czarodziejskie różdżki. Melee rozszerza ten arsenał o m.in. paralizator, kij z gwoździami czy sos tabasco. Zwiększono także ilość aren, na których toczy się walka. Tym razem będziemy spuszczać łomot na grząskim placu budowy, dachu budynku, z którego wiejący wiatr może nas zrzucić, czy lodowisku. Wszystkie te elementy w fajny sposób urozmaicają rozgrywkę, zwiększając frajdę płynącą z zabawy.
Standardowym trybem rozgrywki jest Single Player. Historia w nim opowiedziana różni się w zależności od drużyny, jaką wybierzemy. Szkoda natomiast, że fabuła jest dokładnie taka sama jak w Battle Royal SP a co gorsza, część zespołów ma dokładnie taką samą historię. Twórcy nawet nie wysilili się, by napisać osobne dialogi, dla każdego zespołu ograniczając się jedynie do zmiany imion. Zresztą wątki fabularne nie są zbyt porywające i wypadają dużo słabiej niż choćby w All Stars Special. Rozgrywka natomiast ogranicza się do kilku pojedynków, po których przechodzimy do starcia z ostatnim bossem. Oprócz tego powracają znane z poprzednika Free Battle, czyli pojedyncza rozgrywka do maksymalnie czterech graczy jednocześnie, a także Online Battle umożliwiające walkę po sieci. Niestety mimo licznych prób nie udało mi się znaleźć żadnych kompanów do gry, by chociażby ten tryb przetestować. Tryby te dodatkowo rozszerzono. Możemy stoczy walki w trybie dwóch na dwóch, a także Change Mode, gdzie za pokonanego gracza od razu wskakuje nowy. Ciekawie prezentuję się także Endless Mode, gdzie sterując jednym zawodnikiem, toczymy nieprzerwaną falę potyczek, tak długo aż polegniemy.
Grafika nie przeszła specjalnej rewolucji. Postaciom dodano więcej klatek animacji, przez co ich ciosy prezentują się bardziej okazale. Dwuwymiarowe sprite’y na dwu i półwymiarowych planszach w dalszym ciągu wyglądają bardzo fajnie. Muzyka to zlepek znanych z poprzednich gier z Kunio melodii w nowych aranżacjach. Choć brzmią dobrze, to jednak przydałoby się parę świeżych brzmień.
Sama rozgrywka River City Melee Mach! Jest całkiem przyjemna i skłamałbym, gdybym powiedział, że bawiłem się źle. Problem jednak w tym, że do gry bardzo szybko wkrada się monotonia i znużenie. Brakowało mi gdzieś trzech innych dyscyplin ze słynnego Cross Country. Niemniej jeżeli macie wybierać między Melee a Battle Royal lepiej wyjdziecie, kupując tę pierwszą pozycję. Pyranie jednak czy warto w ogóle zainteresować się którąkolwiek z tych gier? Moja odpowiedź brzmi, nie.