くにおくんの三国志だよ 全員集合!
River City Saga: Three Kingdoms
Kunio-kun no Sangokushi dayo: Zeiin Shuugou! nosi swój tytuł nieprzypadkowo: Sangokushi (三国志) to seria Japońskich mang pisanych i zilustrowanych przez Mitsuteru Yokoyama, który to z kolei wzorował się na XIV-wiecznej chińskiej Opowieści o Trzech Królestwach autorstwa Luo Guanzhonga, więcej o niej możecie poczytać choćby na rodzimych stronach Wikipedii. Nieco bardziej zainteresowanych tematem powiem, że powstało również anime Yokoyama Mitsuteru Sangokushi (横山光輝 三国志). W poszczególne role wcielają się tutaj Kunio jako Guan Yu, Gouda jako Liu Bei, Godai jako Zhang Fei, Sawaguchi jako Zhang Bao, Nishimura jako Zhang Jue, czy Momozono w roli Tennin. I to tyle co mam do powiedzenia w kwestii wyjaśnienia okoliczności i wątku fabularnego najnowszy gry action-RPG od Arc System Works z Kunio w roli głównej.
Gdy światło dzienne ujrzała gra Kunio-kun no Sangokushi dayo: Zeiin Shuugou! od dobrych kilku lat oczywistym stał się podział rynku elektronicznej rozgrywki na wysokobudżetowe produkcje gigantów branży jak i te tworzone w niewielkich studiach tzw. indyki. Arc System Works zdecydowanie należy do tej drugiej grupy, co do tej pory przekładało się na wydanie gier z serii Kunio-kun na sprzyjającej niskim budżetom konsolom Nintendo DS i 3DS. Patrząc na ilość wydanych w tamtym okresie tytułów – musiało się finansowo nieźle spinać. Dobra passa wydań od ASW chyba nieco przyhamowała na obecnej generacji konsol od Nintendo, wydane do tej pory produkty był nieco… chybione, więc najwyższa pora wrócić do sprawdzonej formuły?
Kunio-kun Trzy Królestwa to wbrew pozorom dobrze nam znany format gry Action-RPG, którego w bardzo surowej wersji doświadczyliśmy już w FamiComowym Downtown Nekketsu Monogatari, czy może trafniej: w Downtown Special: Kunio-kun no Jidaigeki da yo Zen'in Shugō!. Trafiamy do otwartego Świata złożonego z ponad 80 lokacji, raz poruszamy się między drzewami z różowymi kwiatami, innym razem jest to zwykły las, wioska z trzema domkami, skromna osada, otoczony murami zamek, czy komnata króla, bądź ciemna studnia. Teren po którym przyjdzie nam się poruszać, został niejako podzielony na 6 rozdziałów, w zależności, w którym momencie fabuły się znajdziemy, dostaniemy dostęp do różnych lokacji. Wraz z postępem w grze zmienia się rozmieszczenie przedmiotów, przeciwników, NPCów, dostępnych zadań oraz (co oczywiste) postaci kluczowych do wykonywaniu misji fabularnych. Podobnie jak w poprzednich grach z serii, plansze podzielone są na osady, w którym możemy wyposażyć nasz ekwipunek, oraz ścieżki między nimi z czyhającymi na nas wrogami. W przyjaznych osadach doszło do niewielkiej kompresji sklepów oraz artykułów. W dalszym ciągu możemy zakupić produkty spożywcze podnoszące punkty naszego zdrowia (tak, w sklepie dokładnie dowiemy się o ile %), uzbroić naszą postać w nowe, lepsze buty, rękawice, pancerz, czy pierścienie – co ciekawe, choć wydaje mi się, że tych przedmiotów do zakupienia jest niewiele, to gra daje nam możliwość utworzenia trzech różnych setów, które w kilka sekund można przełączyć. W kolejnych sklepach wyposażyć się możemy w zwoje, dzięki którym nasza postać nauczy się nowych technik sztuk walki, tych z kolei jest od groma, a przypisać możemy tylko po jednym na dany ruch. Nowością natomiast są moce specjalne, które zdobędziemy po wygraniu kluczowych pojedynków, jak pewnie zauważyliście na screenach/gameplayach w górnej części ekranu widnieje płomienisty znak z cyfrą po środku, to nic innego jak status naładowania mocy specjalnej oraz liczba ich pełnych naładowań. Przez całą grę spotkałem się z czteroma takimi i muszę przyznać, że ich użycie jest bardzo satysfakcjonujące, bo sieje spustoszenie na całej planszy! Mocom specjalnym towarzyszy również specjalna na tą okazję animacja - w jednym ze zwiastunów mogliście zobaczyć pojawiającego się na ekranie animowanego Kunio sygnalizującego komendę "do ataku!" - wykonane to jest wzorowo! Tama zostaje zburzona, fala zalewa cały ekran, widzimy tylko malejące paski zdrowia przyciwników, fala opada, zostają kałuże wody na planszy i... przeciwnicy w samych galotkach wciąż machjący rękoma w celu dalszego płynięcia :D Co ciekawe tej konkretnej mocy wymaga jeden z fragmentów gry, który popchnie fabułę dalej, bowiem w pewnym momencie dostajemy polecenie, by opustoszałą osadę zalać wodą w celu przedostania się na dachy budynków.
Jak przystało na prawdziwego RPGa, w misjach też doczekaliśmy się kilku zmian. Poruszając się po planszach, napotkamy postaci z wykrzyknikami nad głowami. Te koloru pomarańczowego oznaczają zadania fabularne, z niebieskimi – zadania poboczne. Wchodząc w dialog z osobą zlecającą nam questa automatycznie pojawia się jego miejsce docelowe na mapie, chyba, że jest to zadanie polegające na znalezieniu kogoś, bądź dostarczeniu określonych przedmiotów. Dla przykładu jedna z pierwszych misji pobocznych, którą zleci nam chłopiec z pobliskiej osady, polegać będzie na dostarczeniu kilku patyków w celu zbudowania nowej budy dla psa, naszym zadaniem będzie zlokalizowanie jakiegoś drzewa, które po sromotnym oklepaniu odwdzięczy nam się owym budulcem. Każda wykonana misja poboczna nagradzana jest punktami doświadczenia, dzięki nim nasza postać leveluje, a my możemy przypisać kolejne punkty umiejętność do takich kategorii jak uderzenie pięścią, kopnięcie, obrażenia zadawane przedmiotem, czy poziom naszego szczęścia. Natomiast większość misji fabularnych polegać będzie na stawianiu czoła kolejnym, coraz groźniejszym oponentom. Tych jednak nie dostaniemy na tacy, gra zmuszać nas będzie do ciągłego przemieszczania się między lokacjami, całe szczęście otrzymujemy opcję szybkiej podróży między wcześniej odwiedzanymi osadami, jednak za każdym razem kosztuje nas to paręset złotych monet, te wydać będziemy musieli również na usługę przeprawy przez rzekę. Pieniądze nie są tu problemem, podobnie jak w poprzednich grach z serii otrzymamy je po pokonaniu wroga, choć Ci z początku wydawać się nieco trudni do pokonania (a napastują nas większymi grupkami) już po kilkunastu minutach gry, ewolucji naszej postaci będziemy szli jak burza, że w dalszej części rozgrywki nawet Bossowie nie będą stanowić większej przeszkody. W grze znajdziemy całą masę znanych nam twarzy wcielających się w nowe role, wśród przeciwników znów zajdzie nam za skórę Pani Misuzu, a na widok samego Yamady poczujemy, że to wciąż stara dobra gra z serii Kunio.
Ostatnią grą z Kunio jaką mocno chwaliłem było River City Girls, ale to zupełnie inna gra, inne podejście do rozgrywki, do klimatu, cały otoczka powiedział bym, że została zamerykanizowana, poszła z duchem czasu - stworzona dla szerszej publiki. Kunio-kun no Sangokushi dayo: Zeiin Shuugou! ze swoimi 8bitowymi spritami od razu przywołuje wspomnienia lat świetności tej serii z FamiComa. W jednej chwili walczymy z 10-20 wrogimi jednostkami, by po chwili wejść do obozu i podleczyć się miską ryżu, przejść na drugi koniec królestwa by zakupić zwój z umiejętnością szybkiego kopania, zadania w których musimy zebrać 20 patyków z których Misako zrobi 100 000 strzał, wszystko to oprawione miłymi dla oka rysunkami postaci, skoczną, wpadającą w ucho muzyką i klimatem za który kochamy klasyczne gry serii.
Gdy światło dzienne ujrzała gra Kunio-kun no Sangokushi dayo: Zeiin Shuugou! od dobrych kilku lat oczywistym stał się podział rynku elektronicznej rozgrywki na wysokobudżetowe produkcje gigantów branży jak i te tworzone w niewielkich studiach tzw. indyki. Arc System Works zdecydowanie należy do tej drugiej grupy, co do tej pory przekładało się na wydanie gier z serii Kunio-kun na sprzyjającej niskim budżetom konsolom Nintendo DS i 3DS. Patrząc na ilość wydanych w tamtym okresie tytułów – musiało się finansowo nieźle spinać. Dobra passa wydań od ASW chyba nieco przyhamowała na obecnej generacji konsol od Nintendo, wydane do tej pory produkty był nieco… chybione, więc najwyższa pora wrócić do sprawdzonej formuły?
Kunio-kun Trzy Królestwa to wbrew pozorom dobrze nam znany format gry Action-RPG, którego w bardzo surowej wersji doświadczyliśmy już w FamiComowym Downtown Nekketsu Monogatari, czy może trafniej: w Downtown Special: Kunio-kun no Jidaigeki da yo Zen'in Shugō!. Trafiamy do otwartego Świata złożonego z ponad 80 lokacji, raz poruszamy się między drzewami z różowymi kwiatami, innym razem jest to zwykły las, wioska z trzema domkami, skromna osada, otoczony murami zamek, czy komnata króla, bądź ciemna studnia. Teren po którym przyjdzie nam się poruszać, został niejako podzielony na 6 rozdziałów, w zależności, w którym momencie fabuły się znajdziemy, dostaniemy dostęp do różnych lokacji. Wraz z postępem w grze zmienia się rozmieszczenie przedmiotów, przeciwników, NPCów, dostępnych zadań oraz (co oczywiste) postaci kluczowych do wykonywaniu misji fabularnych. Podobnie jak w poprzednich grach z serii, plansze podzielone są na osady, w którym możemy wyposażyć nasz ekwipunek, oraz ścieżki między nimi z czyhającymi na nas wrogami. W przyjaznych osadach doszło do niewielkiej kompresji sklepów oraz artykułów. W dalszym ciągu możemy zakupić produkty spożywcze podnoszące punkty naszego zdrowia (tak, w sklepie dokładnie dowiemy się o ile %), uzbroić naszą postać w nowe, lepsze buty, rękawice, pancerz, czy pierścienie – co ciekawe, choć wydaje mi się, że tych przedmiotów do zakupienia jest niewiele, to gra daje nam możliwość utworzenia trzech różnych setów, które w kilka sekund można przełączyć. W kolejnych sklepach wyposażyć się możemy w zwoje, dzięki którym nasza postać nauczy się nowych technik sztuk walki, tych z kolei jest od groma, a przypisać możemy tylko po jednym na dany ruch. Nowością natomiast są moce specjalne, które zdobędziemy po wygraniu kluczowych pojedynków, jak pewnie zauważyliście na screenach/gameplayach w górnej części ekranu widnieje płomienisty znak z cyfrą po środku, to nic innego jak status naładowania mocy specjalnej oraz liczba ich pełnych naładowań. Przez całą grę spotkałem się z czteroma takimi i muszę przyznać, że ich użycie jest bardzo satysfakcjonujące, bo sieje spustoszenie na całej planszy! Mocom specjalnym towarzyszy również specjalna na tą okazję animacja - w jednym ze zwiastunów mogliście zobaczyć pojawiającego się na ekranie animowanego Kunio sygnalizującego komendę "do ataku!" - wykonane to jest wzorowo! Tama zostaje zburzona, fala zalewa cały ekran, widzimy tylko malejące paski zdrowia przyciwników, fala opada, zostają kałuże wody na planszy i... przeciwnicy w samych galotkach wciąż machjący rękoma w celu dalszego płynięcia :D Co ciekawe tej konkretnej mocy wymaga jeden z fragmentów gry, który popchnie fabułę dalej, bowiem w pewnym momencie dostajemy polecenie, by opustoszałą osadę zalać wodą w celu przedostania się na dachy budynków.
Jak przystało na prawdziwego RPGa, w misjach też doczekaliśmy się kilku zmian. Poruszając się po planszach, napotkamy postaci z wykrzyknikami nad głowami. Te koloru pomarańczowego oznaczają zadania fabularne, z niebieskimi – zadania poboczne. Wchodząc w dialog z osobą zlecającą nam questa automatycznie pojawia się jego miejsce docelowe na mapie, chyba, że jest to zadanie polegające na znalezieniu kogoś, bądź dostarczeniu określonych przedmiotów. Dla przykładu jedna z pierwszych misji pobocznych, którą zleci nam chłopiec z pobliskiej osady, polegać będzie na dostarczeniu kilku patyków w celu zbudowania nowej budy dla psa, naszym zadaniem będzie zlokalizowanie jakiegoś drzewa, które po sromotnym oklepaniu odwdzięczy nam się owym budulcem. Każda wykonana misja poboczna nagradzana jest punktami doświadczenia, dzięki nim nasza postać leveluje, a my możemy przypisać kolejne punkty umiejętność do takich kategorii jak uderzenie pięścią, kopnięcie, obrażenia zadawane przedmiotem, czy poziom naszego szczęścia. Natomiast większość misji fabularnych polegać będzie na stawianiu czoła kolejnym, coraz groźniejszym oponentom. Tych jednak nie dostaniemy na tacy, gra zmuszać nas będzie do ciągłego przemieszczania się między lokacjami, całe szczęście otrzymujemy opcję szybkiej podróży między wcześniej odwiedzanymi osadami, jednak za każdym razem kosztuje nas to paręset złotych monet, te wydać będziemy musieli również na usługę przeprawy przez rzekę. Pieniądze nie są tu problemem, podobnie jak w poprzednich grach z serii otrzymamy je po pokonaniu wroga, choć Ci z początku wydawać się nieco trudni do pokonania (a napastują nas większymi grupkami) już po kilkunastu minutach gry, ewolucji naszej postaci będziemy szli jak burza, że w dalszej części rozgrywki nawet Bossowie nie będą stanowić większej przeszkody. W grze znajdziemy całą masę znanych nam twarzy wcielających się w nowe role, wśród przeciwników znów zajdzie nam za skórę Pani Misuzu, a na widok samego Yamady poczujemy, że to wciąż stara dobra gra z serii Kunio.
Ostatnią grą z Kunio jaką mocno chwaliłem było River City Girls, ale to zupełnie inna gra, inne podejście do rozgrywki, do klimatu, cały otoczka powiedział bym, że została zamerykanizowana, poszła z duchem czasu - stworzona dla szerszej publiki. Kunio-kun no Sangokushi dayo: Zeiin Shuugou! ze swoimi 8bitowymi spritami od razu przywołuje wspomnienia lat świetności tej serii z FamiComa. W jednej chwili walczymy z 10-20 wrogimi jednostkami, by po chwili wejść do obozu i podleczyć się miską ryżu, przejść na drugi koniec królestwa by zakupić zwój z umiejętnością szybkiego kopania, zadania w których musimy zebrać 20 patyków z których Misako zrobi 100 000 strzał, wszystko to oprawione miłymi dla oka rysunkami postaci, skoczną, wpadającą w ucho muzyką i klimatem za który kochamy klasyczne gry serii.