くにおくんの三国志だよ 満員御礼!!
River City Saga: Three Kingdoms Next
Gdy w lipcu tego roku mieliśmy okazję po raz pierwszy zobaczyć zwiastun River City Saga: Three Kingdoms Next miałem pewne, w pełni uzasadnione obawy. Premiery obydwu gier dzieli 3 lata, czy to dużo, czy mało? Ciężko jednoznacznie określić. Kolejne gry z Kunio od Arc System Works nie są wysokobudżetowymi tytułami, nad którym pracują setki osób, nie jest to również indyk, do którego zasiadają po codziennej pracy programiści, a specjalnie oddelegowana do tego celu grupa osób. Po kilkunastu godzinach spędzonych w XIV wiecznych Chinach śmiem twierdzić, że tym razem zespół był nieco okrojony i skupił się na elementach, które pozwoliły wydać jednocześnie tę samą, ale i zupełnie inną odsłonę gry.
Zacznijmy zatem od tego co oczywiste. River City Saga: Three Kingdoms Next to bezpośrednia kontynuacja przygód generała armii Liu Bei: Guan Yu (w tej roli Kunio), który cieszy się zasłużonym odpoczynkiem w Królestwie Gong'an po intensywnej bitwie o Czerwone Klify (Red Cliffs). Radość ta nie trwa długo, gdyż inni przywódcy mają już plany na umocnienie swoich królestw poprzez podboje kolejnych terytoriów. Całość ponownie podzielona jest na sześć rozdziałów, a każdy z nich kończy się potyczką z Bossem. Mam wrażenie, że cała historia opowiedziana jest z jeszcze większym luzem, bez spoilerów, to do czego zmierza historia tej odsłony to jakiś absurd :D Co chwilę przełamywana jest czwarta ściana, w której raz spotkamy wojaka żalącego się, że jest nic wartym NPC, bo autorzy nie stworzyli mu ładnego artworka, innym razem bohater obraża się na drugiego, bo ten śmiał wyrecytować jego tekst, a znany z poprzednich odsłon jeden z tygrysów przerywa walkę i mówi, że kończy karierę wrestlera, bo tak kazał mu szef. Takich smaczków w dialogach jest tutaj mnóstwo i to właśnie choćby dla nich warto zagłębiać się w dialogi, ale o tym opowiem nieco później.
Wraz z nową historią przyjdzie nam przemierzyć nową, pokaźnych rozmiarów mapę. Choć gra korzysta z tego samego silnika, oglądać będziemy te same modele otoczenia, to zadbano o całkowicie nową siatkę dróg, wybudowano kilka pomniejszych wiosek, czy postawiono kluczowe dla królestwa zamki. Miłym usprawnieniem są teraz dołączone do mapy ikonki informujące jakie typy sklepów możemy znaleźć w poszczególnych lokacjach. Samych miejsc, gdzie możemy wydać ciężko zarobione pieniądze jest nieco mniej, niż w poprzedniej odsłonie, wiąże się to ze zmienioną nieco koncepcją rozwoju postaci, moim zdaniem, wyszło to grze na plus. Na straganach znajdziemy w zasadzie cztery rodzaje handlarzy, tych oferujących posiłki regeneracyjne, sprzedających jedzenie na wynos, zajmujących się miksturami, oraz kowali. Oprócz wspomnianych wyżej monet pozyskiwanych od pokonanych wrogu otrzymujemy również punkty doświadczenia, które po zdobyciu określonej ilości "wbijają nam level" i dają do rozdysponowania punkty statystyk. Te klasycznie już rozdzielamy spośród pasków poprawienia siły uderzenia z pięści, z nogi, przy pomocy przedmiotu, rzucenia nim, swojej inteligencji, szczęścia oraz wytrzymałości. Trochę późno zorientowałem się, że nie ma sensu rozbijać się na wszystkie te umiejętności tylko wybrać sobie styl i w niego ładować większą część punktów. Całe szczęście gra pozwala nam zresetować i przypisać punkty od nowa za pomocą magicznego młotka dostępnego w kilku sklepach.
W grze zrezygnowano z miejsc typu Dojo, nie możemy zakupić kolejnych umiejętności specjalnych, te odblokowujemy przy pomocy kolejnej puli punktów w nowym, przeznaczonym specjalnie do tego celu drzewku umiejętności. Drzewko podzielone jest na dziewięć kategorii, dokładnie tyle, na ile sposobów możemy uderzyć przeciwnika w walce bezpośredniej, co ciekawe umiejętności te możemy przypisać oddzielnie do każdego z typów przedmiotów i tu uwaga: zastępują one nasze podstawowe ciosy - to właśnie w tym miejscu możemy nauczyć się klasycznych już Much Punch czy Nut Shot. Kolejną zakładką wartą wzmianki jest ta opisana jako "Ultimate". Umiejętności specjalnie nie zużywają nam paska Skupienia (Focus) znajdującego się pod zdrowiem naszego bohatera, robi to "Ultimate", czyli obsadzona pod jedno z dwóch gniazd umiejętność do której mamy dostęp przy użyciu odpowiedniej kombinacji klawiszy, i tak, po użyciu jednej z nich możemy poczuć się jak prawdziwy Super Saiyan - te ciosy naprawdę robią wrażenie nawet na najsilniejszym przeciwniku. Do omówienia zostały nam jeszcze taktyki. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, ile udało mi się zdobyć w poprzedniej części, ale tutaj mamy do nich wszystkich dostęp od samego początku, przynajmniej teoretycznie. Przywołanie jednej z nich zabiera nam punkty Taktyki (to ten biało-czerwony wachlarz z cyfrą w środkowej części ekranu), cały problem polega na tym, że na samym początku do dyspozycji mamy tylko jeden punkt, a niektóre z nich wymagają ich nawet trzech, całe szczęście kolejne możemy zdobyć, wykonując niektóre misje pobocze. Tu przychodzi kolejne ułatwienie, tym razem dostępne misje mamy podane jak na tacy. Nie musimy głowić się i biegać po całym królestwie, by sprawdzić czy przypadkiem w danej chwili nad którymś z chłopów nieumieszczony został niebieski wykrzyknik. Teraz wystarczy wejść w mapę, przełączyć się na zakładkę "To Do" i spojrzeć na pięknie wypisaną listę aktywnych zadań wraz z ukazaniem ich dokładnej lokalizacji - w tym miejscu wystarczy tylko włączyć szybką podróż i ekspresowo wykonywać zlecone nam zadania. Pewnie podczas oglądania screenów rzucił Wam się w oczy motocykl, prawda? Niestety to nie nim będziemy poruszać się od miejsca do miejsca.
Motocykl to luźna adaptacja tzw. czerwonego zająca (Red Hare), którym w oryginalnych powieściach o Trzech Królestwach poruszał się, któryś z generałów armii. A czemu nagle w XIV wiecznych Chinach motocykl? A czemu nie, to tylko gra :D W ogóle ciekawa sprawa z tym motocyklem, w grze od początku mamy możliwość używania choppera (takiego z zielonym zbiornikiem), ale widząc, że na konsoli posiadamy save z pierwszej części w nagrodę dostajemy ścigacza (?), a do odblokowania są jeszcze dwa inne, nie będę Wam spoilerował, ale byłem mocno zaskoczony co to za pojazdy :D A czym w ogóle służą? Cóż, to kolejny sposób na radzenie sobie z żółtymi turbanami, naciskając odpowiednią kombinację przycisków Kunio wygwizduje swojego rumaka niczym Geralt przywołujący Płotkę i przy jego pomocy rozjeżdżamy przeciwników, jeżdżąc od lewej do prawej i z powrotem, dopóki nie skończy nam się paliwo. Symbol naszego pojazdu i poziom jego napełnienia znajdziemy obok wachlarza, swoją drogą jego pixel-artowy wizurek zupełnie nie pasuje do statusbaru. Samym motocyklom poświęcono trochę więcej uwagi, oprócz zmiany modelu cechującego się innymi parametrami jak moc, szybkość, czas jazdy i szybkość ładowania. Mamy też możliwość tuningu u kowala (tak! :D ) przedmiotami, które uda nam się zdobyć wykonując kolejne misje poboczne.
Jak widzicie, możliwości obicia mord przeciwnikom jest całkiem sporo, szkoda, że zapomnieli trochę o tym sami twórcy. River City Saga Three Kingdoms dało serii trochę świeżości, obsadzenie znanych nam postaci w uniwersum Trzech Królestw było ciekawym pomysłem, choć z całej historii pierwszej części nie wyniosłem niczego i teraz przez całą grę jak głupi wpatrywałem się w dialogi, zastanawiając się: o kim u licha Oni mówią! :D W tej części chyba podwojono ilość dialogów, które sprowadzają się do tego, że ktoś w którejś części gromadzi wojsko i musimy go powstrzymać, bo inaczej przejmie kontrolę! Podczas dialogów zdarza się, że mamy opcję do wyboru, tym razem jednak nie ma ona wpływu na fakt czy podejmiemy dobrą, czy złą decyzję, a pomoże obrać nam ścieżkę, która rekomendowana jest dla naszego poziomu rozwoju postaci, gra zachęca nas do new game+, gdzie rozegramy przygodę raz jeszcze, ale zachowując doświadczenie naszej postaci. Całe szczęście dzięki zabiegowi oznaczenia punktów na mapie gra jest dużo łatwiejsza do przejścia, nie było momentu, w którym utknąłem choćby na chwilę. Zdziwiłem się natomiast, że w grze zabrakło miejsc gdzie mogliśmy sprawdzić swoje umiejętności zręcznościowe - pamiętacie wspinaczki górskie w poprzedniej odsłonie? Tutaj nie ma ich wcale. Podobnie jak i lokacje podziemne, nie wejdziemy sobie tutaj do żadnej studni w celu penetracji podziemi wiosek. Sam poziom trudności też nie jest jakoś specjalnie wymagający. W całej grze zginąłem tylko trzy razy (liczyłem!) i to raczej na początku swojej przygody, max w drugim rozdziale. Nie ma co sobie zawracać głowy grindowaniem! Wystarczy z początku unikać szybkich podróży, nie lekceważyć przeciwników, pamiętać o systematycznym wydawaniu przedzielonych punktów umiejętności i na wszelki wypadek nosić po kieszeniach kawałki taniej, regenerującej zdrowie, suszonej wołowiny.
Jeżeli po dłuższej przerwie macie wielką ochotę wrócić do River City Saga: Three Kingdoms, ciężko będzie mi przekonać Was byście, zamiast odpalić ponownie pierwszą część, zainwestowali w Next... ogrywając najnowszą część Kunio poczułem się jak w domu, ale zmian względem poprzedniej odsłony jest zdecydowanie za mało. Samym nowym systemem rozwoju postaci się nie zadowolicie, główny wątek fabularny, choć poszerzony o całą paletę barwnych postaci jest bardzo przeciętny i płaski, dialogów jest zdecydowanie za dużo (i o niczym), choć ratują je zabawne momenty. Lokacje, mimo iż inne to są zrobione na tę samą modłę, z tych samych modeli, jakby, ktoś miał w rękach edytor plansz i poprzestawiał to co było w poprzedniej odsłonie przy okazji usuwając kilka elementów. To klasyczny sequel, w którym tylko lekko przebudowano podstawy rozgrywki, a skupiono się na wykorzystaniu ich do stworzenia nowej, zakręconej historii podbojów armii Trzech Królestw. A czy warto? Kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Nie wystawiamy tutaj ocen, ale wyobraźcie sobie, że w skali 10 oczkowej poprzednią odsłonę oceniłem całkiem przyzwoicie i teraz odejmijcie od niej dwa oczka, tak właśnie wygląda River City Saga: Three Kingdoms Next.
Zacznijmy zatem od tego co oczywiste. River City Saga: Three Kingdoms Next to bezpośrednia kontynuacja przygód generała armii Liu Bei: Guan Yu (w tej roli Kunio), który cieszy się zasłużonym odpoczynkiem w Królestwie Gong'an po intensywnej bitwie o Czerwone Klify (Red Cliffs). Radość ta nie trwa długo, gdyż inni przywódcy mają już plany na umocnienie swoich królestw poprzez podboje kolejnych terytoriów. Całość ponownie podzielona jest na sześć rozdziałów, a każdy z nich kończy się potyczką z Bossem. Mam wrażenie, że cała historia opowiedziana jest z jeszcze większym luzem, bez spoilerów, to do czego zmierza historia tej odsłony to jakiś absurd :D Co chwilę przełamywana jest czwarta ściana, w której raz spotkamy wojaka żalącego się, że jest nic wartym NPC, bo autorzy nie stworzyli mu ładnego artworka, innym razem bohater obraża się na drugiego, bo ten śmiał wyrecytować jego tekst, a znany z poprzednich odsłon jeden z tygrysów przerywa walkę i mówi, że kończy karierę wrestlera, bo tak kazał mu szef. Takich smaczków w dialogach jest tutaj mnóstwo i to właśnie choćby dla nich warto zagłębiać się w dialogi, ale o tym opowiem nieco później.
Wraz z nową historią przyjdzie nam przemierzyć nową, pokaźnych rozmiarów mapę. Choć gra korzysta z tego samego silnika, oglądać będziemy te same modele otoczenia, to zadbano o całkowicie nową siatkę dróg, wybudowano kilka pomniejszych wiosek, czy postawiono kluczowe dla królestwa zamki. Miłym usprawnieniem są teraz dołączone do mapy ikonki informujące jakie typy sklepów możemy znaleźć w poszczególnych lokacjach. Samych miejsc, gdzie możemy wydać ciężko zarobione pieniądze jest nieco mniej, niż w poprzedniej odsłonie, wiąże się to ze zmienioną nieco koncepcją rozwoju postaci, moim zdaniem, wyszło to grze na plus. Na straganach znajdziemy w zasadzie cztery rodzaje handlarzy, tych oferujących posiłki regeneracyjne, sprzedających jedzenie na wynos, zajmujących się miksturami, oraz kowali. Oprócz wspomnianych wyżej monet pozyskiwanych od pokonanych wrogu otrzymujemy również punkty doświadczenia, które po zdobyciu określonej ilości "wbijają nam level" i dają do rozdysponowania punkty statystyk. Te klasycznie już rozdzielamy spośród pasków poprawienia siły uderzenia z pięści, z nogi, przy pomocy przedmiotu, rzucenia nim, swojej inteligencji, szczęścia oraz wytrzymałości. Trochę późno zorientowałem się, że nie ma sensu rozbijać się na wszystkie te umiejętności tylko wybrać sobie styl i w niego ładować większą część punktów. Całe szczęście gra pozwala nam zresetować i przypisać punkty od nowa za pomocą magicznego młotka dostępnego w kilku sklepach.
W grze zrezygnowano z miejsc typu Dojo, nie możemy zakupić kolejnych umiejętności specjalnych, te odblokowujemy przy pomocy kolejnej puli punktów w nowym, przeznaczonym specjalnie do tego celu drzewku umiejętności. Drzewko podzielone jest na dziewięć kategorii, dokładnie tyle, na ile sposobów możemy uderzyć przeciwnika w walce bezpośredniej, co ciekawe umiejętności te możemy przypisać oddzielnie do każdego z typów przedmiotów i tu uwaga: zastępują one nasze podstawowe ciosy - to właśnie w tym miejscu możemy nauczyć się klasycznych już Much Punch czy Nut Shot. Kolejną zakładką wartą wzmianki jest ta opisana jako "Ultimate". Umiejętności specjalnie nie zużywają nam paska Skupienia (Focus) znajdującego się pod zdrowiem naszego bohatera, robi to "Ultimate", czyli obsadzona pod jedno z dwóch gniazd umiejętność do której mamy dostęp przy użyciu odpowiedniej kombinacji klawiszy, i tak, po użyciu jednej z nich możemy poczuć się jak prawdziwy Super Saiyan - te ciosy naprawdę robią wrażenie nawet na najsilniejszym przeciwniku. Do omówienia zostały nam jeszcze taktyki. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, ile udało mi się zdobyć w poprzedniej części, ale tutaj mamy do nich wszystkich dostęp od samego początku, przynajmniej teoretycznie. Przywołanie jednej z nich zabiera nam punkty Taktyki (to ten biało-czerwony wachlarz z cyfrą w środkowej części ekranu), cały problem polega na tym, że na samym początku do dyspozycji mamy tylko jeden punkt, a niektóre z nich wymagają ich nawet trzech, całe szczęście kolejne możemy zdobyć, wykonując niektóre misje pobocze. Tu przychodzi kolejne ułatwienie, tym razem dostępne misje mamy podane jak na tacy. Nie musimy głowić się i biegać po całym królestwie, by sprawdzić czy przypadkiem w danej chwili nad którymś z chłopów nieumieszczony został niebieski wykrzyknik. Teraz wystarczy wejść w mapę, przełączyć się na zakładkę "To Do" i spojrzeć na pięknie wypisaną listę aktywnych zadań wraz z ukazaniem ich dokładnej lokalizacji - w tym miejscu wystarczy tylko włączyć szybką podróż i ekspresowo wykonywać zlecone nam zadania. Pewnie podczas oglądania screenów rzucił Wam się w oczy motocykl, prawda? Niestety to nie nim będziemy poruszać się od miejsca do miejsca.
Motocykl to luźna adaptacja tzw. czerwonego zająca (Red Hare), którym w oryginalnych powieściach o Trzech Królestwach poruszał się, któryś z generałów armii. A czemu nagle w XIV wiecznych Chinach motocykl? A czemu nie, to tylko gra :D W ogóle ciekawa sprawa z tym motocyklem, w grze od początku mamy możliwość używania choppera (takiego z zielonym zbiornikiem), ale widząc, że na konsoli posiadamy save z pierwszej części w nagrodę dostajemy ścigacza (?), a do odblokowania są jeszcze dwa inne, nie będę Wam spoilerował, ale byłem mocno zaskoczony co to za pojazdy :D A czym w ogóle służą? Cóż, to kolejny sposób na radzenie sobie z żółtymi turbanami, naciskając odpowiednią kombinację przycisków Kunio wygwizduje swojego rumaka niczym Geralt przywołujący Płotkę i przy jego pomocy rozjeżdżamy przeciwników, jeżdżąc od lewej do prawej i z powrotem, dopóki nie skończy nam się paliwo. Symbol naszego pojazdu i poziom jego napełnienia znajdziemy obok wachlarza, swoją drogą jego pixel-artowy wizurek zupełnie nie pasuje do statusbaru. Samym motocyklom poświęcono trochę więcej uwagi, oprócz zmiany modelu cechującego się innymi parametrami jak moc, szybkość, czas jazdy i szybkość ładowania. Mamy też możliwość tuningu u kowala (tak! :D ) przedmiotami, które uda nam się zdobyć wykonując kolejne misje poboczne.
Jak widzicie, możliwości obicia mord przeciwnikom jest całkiem sporo, szkoda, że zapomnieli trochę o tym sami twórcy. River City Saga Three Kingdoms dało serii trochę świeżości, obsadzenie znanych nam postaci w uniwersum Trzech Królestw było ciekawym pomysłem, choć z całej historii pierwszej części nie wyniosłem niczego i teraz przez całą grę jak głupi wpatrywałem się w dialogi, zastanawiając się: o kim u licha Oni mówią! :D W tej części chyba podwojono ilość dialogów, które sprowadzają się do tego, że ktoś w którejś części gromadzi wojsko i musimy go powstrzymać, bo inaczej przejmie kontrolę! Podczas dialogów zdarza się, że mamy opcję do wyboru, tym razem jednak nie ma ona wpływu na fakt czy podejmiemy dobrą, czy złą decyzję, a pomoże obrać nam ścieżkę, która rekomendowana jest dla naszego poziomu rozwoju postaci, gra zachęca nas do new game+, gdzie rozegramy przygodę raz jeszcze, ale zachowując doświadczenie naszej postaci. Całe szczęście dzięki zabiegowi oznaczenia punktów na mapie gra jest dużo łatwiejsza do przejścia, nie było momentu, w którym utknąłem choćby na chwilę. Zdziwiłem się natomiast, że w grze zabrakło miejsc gdzie mogliśmy sprawdzić swoje umiejętności zręcznościowe - pamiętacie wspinaczki górskie w poprzedniej odsłonie? Tutaj nie ma ich wcale. Podobnie jak i lokacje podziemne, nie wejdziemy sobie tutaj do żadnej studni w celu penetracji podziemi wiosek. Sam poziom trudności też nie jest jakoś specjalnie wymagający. W całej grze zginąłem tylko trzy razy (liczyłem!) i to raczej na początku swojej przygody, max w drugim rozdziale. Nie ma co sobie zawracać głowy grindowaniem! Wystarczy z początku unikać szybkich podróży, nie lekceważyć przeciwników, pamiętać o systematycznym wydawaniu przedzielonych punktów umiejętności i na wszelki wypadek nosić po kieszeniach kawałki taniej, regenerującej zdrowie, suszonej wołowiny.
Jeżeli po dłuższej przerwie macie wielką ochotę wrócić do River City Saga: Three Kingdoms, ciężko będzie mi przekonać Was byście, zamiast odpalić ponownie pierwszą część, zainwestowali w Next... ogrywając najnowszą część Kunio poczułem się jak w domu, ale zmian względem poprzedniej odsłony jest zdecydowanie za mało. Samym nowym systemem rozwoju postaci się nie zadowolicie, główny wątek fabularny, choć poszerzony o całą paletę barwnych postaci jest bardzo przeciętny i płaski, dialogów jest zdecydowanie za dużo (i o niczym), choć ratują je zabawne momenty. Lokacje, mimo iż inne to są zrobione na tę samą modłę, z tych samych modeli, jakby, ktoś miał w rękach edytor plansz i poprzestawiał to co było w poprzedniej odsłonie przy okazji usuwając kilka elementów. To klasyczny sequel, w którym tylko lekko przebudowano podstawy rozgrywki, a skupiono się na wykorzystaniu ich do stworzenia nowej, zakręconej historii podbojów armii Trzech Królestw. A czy warto? Kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Nie wystawiamy tutaj ocen, ale wyobraźcie sobie, że w skali 10 oczkowej poprzednią odsłonę oceniłem całkiem przyzwoicie i teraz odejmijcie od niej dwa oczka, tak właśnie wygląda River City Saga: Three Kingdoms Next.